No icon

Polska - Nowe Ateny

PAŃSTWOWA KOMISJA WYBORCZA PODAŁA SIĘ DO DYMISJI! KONIEC KPIN Z DEMOKRACJI

Jeszcze nie teraz, ale kto wie, być może wkrótce usłyszymy znajomy komunikat, jak wówczas, 21 listopada 2014 roku, kiedy rezygnację z członkostwa w PKW złożyli:

— zastępca przewodniczącego - Andrzej Kisielewicz - sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego,

— Bogusław Dauter - sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego,

— Maria Aleksandra Grzelka - sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku,

— Andrzej Mączyński - sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku,

— Janusz Niemcewicz - sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku,

— Antoni Włodzimierz Ryms - sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego.

W końcu historia lubi się powtarzać, a ma ku temu całkiem niezłe powody.

Zewsząd partyjniacki rumor i kolejne erupcje czarnego humoru typu: emeryci do urn! Osobiście odmawiam uczestnictwa w tej zakłamanej tragigrotesce, zwykłej, żałosnej hucpie i nigdzie nie idę. Nikomu nie trzeba chyba przypominać casusu poprzednich „wyborów” samorządowych, stopnia dewastacji demokracji oraz ostentacyjnego oszustwa, którego nie zniosła nawet wyjątkowo zawsze potulna koteria firmująca ten szwindel swą urojoną powagą - Państwowa Komisja Wyborcza i w całości podała się do dymisji.

Jako społeczeństwo nic od tamtego czasu nie uczyniliśmy, aby wybory miały wreszcie sens. Wciąż aktualna pozostaje słuszna teza przypisywana różnym autorom, że gdyby wybory miały cokolwiek zmienić w tym patologicznym systemie, to dawno już byłyby zakazane. I nie dotyczy to jedynie Polski obciążonej podłą schedą żydokomuny umocowanej w sądownictwie, szczególnie w apelacji, i na urzędach aparatu państwa, ale także USA, a przede wszystkim UK, Francji oraz większości Europy zrzeszonej pod przewodnictwem neobolszewickiego Kominternu w Brukseli. Bo ruch marksistów (czyli w istocie judaistów realizujących swe ortodoksyjne, mesjanistyczne marzenie narzędziami marksizmu) finansowanych przez Wall Street dla partykularnych celów plemiennych nie upadł wraz z bolszewikami z centrum zarządzania w okupowanej Moskwie, tylko zmienił dekoracje, retorykę, siedzibę i funkcjonuje w dalszym ciągu, teraz jako liberalizm z jego mutacjami, typu - parafrazując Andrzeja Mleczkę – gender/srender. Idea bolszewików stworzenia multikulturowej masy ludzkiej, którą łatwo można zarządzać centralnie w NWO, gdyż nie ma oparcia we własnej tradycji, kulturze, historii, we własnych korzeniach, burzonych autorytetach, jest dziś realizowana z tą samą siłą, co w żydowskim ZSRR, kiedy z jednego krańca sowieckiego kraju przemieszczano całe nacje pociągami bydlęcymi na jego przeciwległy kraniec, tyle, że stosując krwawy, czerwony terror. Wystarczy rozejrzeć się po ulicach, posłuchać obcobrzmiącej mowy w hipermarketach.

Najpierw trzeba zatem zmienić system, powrócić do królestwa elekcyjnego oraz prawdziwej demokracji wzorca szlacheckiego, a następnie można głosować i dokonywać prawdziwych wyborów. Dlatego potrzebą chwili, być może jednej z ostatnich chwil danych nam w czasie kończącego się pokoju, jest usunięcie z polskiej sceny politycznej wszelkiego partyjniactwa i nowe rozdanie w oparciu o siłę społeczną, która będzie w stanie przeprowadzić (i odwołać) wszystkie konieczne ustawy, w tym 729, w ciągu circa tygodnia.

Taki potencjał miałaby partia Polaków zbudowana błyskawicznie na bazie „frankowiczów”. Mogłaby dosłownie wszystko, nasz kraj mógłby być naszym krajem, bogatym i sprawiedliwym, a nie terenem okupowanym oddanym w arendę odwiecznym wrogom przez „aliantów” w Teheranie, bardziej jeszcze zajadłym i nienawidzącym Polski niż Niemcy oraz Rosja razem wzięte.

Comment