Nowe Ateny  -  internetowy magazyn muckrakingowy
Świat KRÓTKA HISTORIA BANKOWOŚCI - OD SZULERÓW Z LEWYMI KWITAMI DEPOZYTOWYMI, DO LUZOWANIA QUANTITATIVE EASING
Tuesday, 22 Jan 2019 09:30 am
Nowe Ateny  -  internetowy magazyn muckrakingowy

Nowe Ateny - internetowy magazyn muckrakingowy

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że pożyczanie pieniędzy na procent jest tworzeniem wartości z niczego – może to zrobić Bóg, ale człowiek dokonujący takiego aktu jest zwykłym hochsztaplerem, pospolitym oszustem. Spróbujemy to wyjaśnić. Prawdziwe pieniądze nie są bowiem towarem, a środkiem płatniczym, ułatwiającym rozliczenia.

Kiedyś trzeba było płacić paciorkami, stadami kóz, mieszkami i sztabami złota itd. Nie było to ani wygodne, ani bezpieczne, szczególnie dla kupców, bo jak tu podróżować ze skrzyniami złota? Powstały banki. Bankier przyjmował od kupca depozyt w złocie, w zamian wystawiał mu rodzaj dzisiejszego banknotu, na wartość depozytu. Kupiec miał więc sałatę i wygodę. W banku musiało zawsze być pełne pokrycie depozytów w złocie, czy srebrze, a banknotów było w obiegu tyle, ile depozytu i ani centa więcej. Za możliwość korzystania z wygody rozliczeń banknotami kupcy deponujący złoto płacili bankierom jakąś umowną, niewielką sumę.

Bankier zaczął zarabiać, co go bardzo cieszyło, gdyż nic bankiera bardziej nie ucieszy, niż zarobek, najchętniej lichwiarski. Pomyślał, że zarobione na prowizjach pieniądze może pożyczać i za tą usługę pobierać opłatę. Czyli pożycza stówę, dostaje stówę z powrotem, i kasuje działkę za usługę - klientowi zostaje stówa pomniejszona o działkę, bilans się zgadza.

Wkrótce bankier zauważył, że co prawda w skarbcu ma wyłącznie to złoto, na które wystawił już banknoty, ale niewiele osób przychodzi zabierać złoto z powrotem, gdyż banknoty są wygodniejsze, a już nigdy nie zdarzyło się, aby wszyscy przyszli naraz i zażądali wymiany wystawianych przez niego papierów z powrotem na ich złoto i zostawili go w ten sposób gołego i wesołego.

Bankier, jako z natury organiczny chciwiec, zwąchał oszukańczy interes. Postanowił, że będzie pożyczał więcej banknotów, niż ma depozytów. Dopóki wszyscy klienci nie przyjdą na raz po swe złoto, czyli nie zrealizują czarnego snu każdego bankiera, tzw. "najazdu na bank", był całkowicie bezpieczny. Pożyczał więc zwykły, kompletnie bezwartościowy papier, udając, że to pieniądze z pokryciem, a prowizję pobierał jak od prawdziwych pożyczek. Jeśli zdarzała się konieczność zwrotu realnego depozytu, nie miał z tym problemu, po prostu wydawał depozyty innych klientów.

Potem pomyślał, że może jeszcze więcej zarobić, gdy nie będzie pobierał skromnej prowizji od pożyczonej sumy, a doliczy ją do kredytu i powiększy tym samym należność do spłaty. Czyli pożycza stówę, dolicza 100% na tydzień (jak to on) i klient ma do spłaty kredyt dwie stówy w tydzień i odsetki w wysokości 100% od pozostałej do spłaty kwoty za każdy kolejny tydzień. Te procenty są tworem kompletnie z niczego, wytworzonym z czystego powierza, tylko i wyłącznie bankierskim podpisem gęsim piórem, nie mają absolutnie żadnego, nawet częściowego pokrycia w depozytach. Nie stanowią żadnej realnej wartości. Mimo to, są używane w obrocie jak prawdziwe pieniądze.

Wszystko kręciło się doskonale przez całe stulecia. Bankierzy na bazie tego prymitywnego oszustwa urośli w taką siłę, że pojedynczy kupcy przestali być dla nich interesującymi klientami. Zaczęli pożyczać te swoje lewe dochody władcom, królom, całym państwom, rządom i przejmowali nad nimi kontrolę. Agenci bankierów uzyskiwali ogromne przywileje od zadłużonych władców, stawali się wszędzie posłami, lordami, senatorami, sędziami, prokuratorami wysokimi urzędnikami skarbowymi, szefami policji itd. Stanowili i egzekwowali prawo. A skoro je stanowili, to zadbali, aby prawo przede wszystkim służyło ich interesom, bo interes to dla bankiera świętość. Jedyna. Jako kłamcy z pokolenia na pokolenie potrafili prawo ubierać w takie formuły, żeby pospólstwo sądziło, iż żyje w wolnym, demokratycznym kraju, co nigdy nie maiło miejsca, a jak trafił się przypadkiem jakiś niepoważny, uczciwy, a nie narzucony prezydent dajmy na to, który próbował ograniczyć wszechwładzę bankierską, to strzelali mu w łeb wynajętymi mordercami, i po ptakach, vide Lincoln, czy Kennedy.

Posiadając olbrzymie bogactwo przejęli światowy handel i marzenia Adama Smith'a stały się utopią taką, jak komunizm, a niewidzialna ręka "rynku" rabowała wszystkich dookoła w biały dzień.

I tak jest do dzisiaj. Z tym, że do oszustwa pierwotnego dodawano sukcesywnie i dodaje się dalej inne, co raz to wymyślniejsze. Zlikwidowano obowiązkowe wkłady (depozyty), zastąpiono je symbolicznymi tzw. rezerwami frakcyjnymi, uchwalono prawo pozwalające prywatnym bankom komercyjnym na tzw. wtórną kreację pieniądza, polegającą na zwykłym mnożeniu wkładu przez tzw. mnożnik kreacji pieniądza. W praktyce wygląda to tak, że klient deponuje w banku komercyjnym 1000$, a bank zgodnie z prawem po prostu mnoży ten 1000 dolców x 10 i zapisuje w swoich księgach 10% na rezerwę, a 9.000$ zostaje na kredyt. Następny klient bierze 9.000$ kredytu w formie elektronicznej i kupuje dajmy na to samochód. Przelewa płatność na konto bankowe sprzedawcy samochodu w tym samym banku. Z tego samego pierwotnego 1000 dolców powstaje więc kolejny depozyt – tym razem 9000$, znów 10% na rezerwę a 81000$ na kredyty itd. Od wszystkiego odsetki. Maszynka do robienia pieniędzy, kompletne bez pracy.

Ale to nie satysfakcjonuje chciwości bankierów, więc wymyślają różne oszukańcze „instrumenty finansowe”, jak opcje, derywaty na wszystko, konstrukcje często tak absurdalne, jak sam czysty absurd, potem czynią czysto hazardowe zakłady na giełdach i wmawiają światu, że to nowoczesna ekonomia.

Od jakiegoś czasu króluje nowa metoda kreowania pieniędzy z niczego, za sprawą QE (quantitative easing), czyli tzw. „luzowania finansowego”. Patent jest tyleż prosty, co bezczelny i ma dodatkowo ten atut, że mnoży PKB kraju, więc można obywatelom wciskać kit, że jest coraz lepiej, stają się coraz zamożniejsi, tylko tego nie zauważają, bo tak im dobrze. Centralna drukarnia fałszywych de facto pieniędzy, którą od sabatu na wyspie Jekyll Island pod kierownictwem Rotszyldów w 1913r. stanowi syndykat prywatnych banksterów koszernej proweniencji, znana w USA i na świecie pod nazwą Rezerwa Federalna (sic!), już od 1972r. drukuje amerykańskie dolary na wagony, kompletnie bez pokrycia, niemające żadnej, ale to żadnej wartości, poza papierem oraz farbą, jeśli oczywiście są emitowane w formie fizycznej, a nie ciągu liczb beztrosko wklikiwanych do komputera. Następnie owa Rezerwa Federalna pożycza te lewe dolarowi skarbowi państwa w USA na procent, bo bankierzy nie tylko FEDu nie ominą żadnej sposobności, aby wypchać sobie kieszenie i ogolić publiczność, a ten z kolei udziela pożyczek koszernym bankom inwestycyjnym oraz takim samym na szczycie korporacjom monopolizującym wszelkie aspekty gospodarki na świecie, obracającym ideę Adama Smitha w perzynę. Serwowane przez FED „pożyczki” są dla tych korporacji nieoprocentowane, albo na procent ujemny, czyli dotowane z pieniędzy podatników, ale nie obecnych, tylko przyszłych pokoleń do końca świata i o jeden dzień dłużej, albowiem dług USA wynosi obecnie zyliony, zylionów dolarów i jest nie do spłacenia, nie ma takiej opcji.

Ta metoda pozwala korporacjom pompować własne akcje na giełdach bezpłatnym kapitałem, sztucznie zawyżać ich ceny tworząc trend, którym kieruje się cała masa ciemnego ludu, za który decyzje inwestycyjne podejmują automatycznie komputery wyposażone w adekwatny software, np. Omega. Autor tego artykułu wierząc jeszcze naiwnie w GPW w latach 90. sam wówczas z niego korzystał, jednak używając opcji ręcznej, bo i taka była wtedy możliwa, analizując żmudnie kompletne banialuki wykresów świecowych i dziesiątki innych nonsensów, mających wywołać wrażenie u otumanionego „inwestora”, że jest depozytariuszem jakiejś wiedzy tajemnej, niedostępnej maluczkim i ma klucz do giełdowego sukcesu, zatem wykwintnej egzystencji na krzywy ryj po wsze czasy.

Korporacjom, które uzyskały FED-owski lewy kapitał kompletnie za darmo (lub z dopłatą) bardziej się opłaca kupowanie własnych akcji na giełdzie i kreowanie popytu, czyli spekulacja, niż uczestniczenie w realnej gospodarce. Cyfry się mnożą, dochody rosną, wraz z nimi uposażenia dla zarządów oraz bonusy, ekonomiści wyliczają dobrobyt i wszyscy są szczęśliwi. Tyle tylko, że to jedna wielka fikcja, która jak w końcu – nie bójmy się tego słowa – pierdolnie, to siwy dym kochani, siwy dym i już od dawna czuć jego swąd…

A PHP Error was encountered

Severity: Core Warning

Message: Module 'Phar' already loaded

Filename: Unknown

Line Number: 0

Backtrace: