Nowe Ateny  -  internetowy magazyn muckrakingowy
Polska LEGIONY – CZYLI: GDZIE KUCHAREK SZEŚĆ, TAM NIE MA CO JEŚĆ
Saturday, 12 Oct 2019 17:51 pm
Nowe Ateny  -  internetowy magazyn muckrakingowy

Nowe Ateny - internetowy magazyn muckrakingowy

Stare przysłowie powiada, że: gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść i trudno zaprzeczyć tej tezie po oglądnięciu filmu „Legiony”, którego scenariusz wymęczyło, nie sześciu co prawda, ale czterech facetów, jednak z tak opłakanym skutkiem, że strach sobie nawet wyobrazić, cóż mogłoby powstać wysiłkiem facetów sześciu.

Kiedy w przedwojennej Polsce modne było Tango Milonga, wówczas Tadeusz Boy Żeleński zrecenzował twórczość autora tekstu Andrzeja Własta, a właściwie Gustawa Baumrittera, z pochodzenia żyda, że ma jedną niepodważalną zaletę, albowiem jego piosenki można słuchać równie dobrze od tyłu, jak i od przodu. Legiony w wydaniu spółki aż czterech autorów scenariusza: Dariusza Gajewskiego, Macieja Pawlickiego, Tomasza Łysiaka i Michała Godzica, można z powodzeniem zakwalifikować do tej samej kategorii, ponieważ nieobeznany z historią widz krajowiec wiele z tego filmu nie zrozumie, nie mówiąc o widzach zagranicznych, dla których obraz tej dziarskiej czwórki wspomaganej przez następnego tytana filmu Adama Borowskiego (to już pięciu, szóstka blisko), będzie kompletnie abstrakcyjny, dlatego nie ma właściwie znaczenia w którym momencie widz zacznie film oglądać i szczerze mówiąc im później, tym dla niego lepiej, ponieważ w mniejszym stopniu będzie narażony na nieznośne dłużyzny, które gdyby zredukować o połowę, to film trwałby znośną godzinkę. Co takiemu widzowi powie stary pistolet z 1863r., albo wymiana przez odpicowanych Legionistów jakichś odznak, na orzełki, ewentualnie Polski oficer w rosyjskim mundurze, z – nomen omen - bakami, przystrzyżonymi a la Puszkin?

Czego mogliśmy się dowiedzieć z filmu kosztującego obywateli Rzeczpospolitej naprawdę grube miliony o naszym największym przywódcy, dzięki któremu Polska odzyskała niepodległość po 123 latach okupacji? Otóż tyle i tylko tyle, że zapuścić miał wąsy dlatego, iż nie miał dwóch zębów na przedzie, jak pada w filmie - jedynek, z uwagą dodaną mimochodem iż stracił je na zesłaniu. To wszystko. Przez cały film. Nie dowiadujemy się nawet tego, że Józef Piłsudski nosił wąsy już przed zesłaniem i że te dwa zęby z przodu, choć nie dwie jedynki, wybili mu Rosjanie kolbą karabinu podczas przesłuchania.

O czym właściwie był ten film? Trudno powiedzieć. Na pewno nie o Legionach Marszałka Józefa Piłsudskiego. Zatem o czym? Chyba o niczym. Ot, banalna historia miłosna z pogranicza propagandy sodomickiej, o trójkącie damsko-męskim, przeplatana w 90 procentach kompletnie zbytecznymi scenami batalistycznymi, wyjątkowo zresztą niesmacznymi estetycznie, brutalnymi do okrucieństwa, krwawymi w sposób charakterystyczny dla horrorów trzeciej kategorii typu Piła 550, lub coś na ten kształt. Nieszczęśni twórcy bez talentu powinni wiedzieć, że gdyby widz był zainteresowany melodramatem z dolnej półki, to kupiłby sobie w kiosku Harlequina, a pragnąc horroru dla ubogich duchem sięgnąłby po hebrajską Biblię, ewentualnie po Księgi Jakubowe pani - pożal się Boże – noblistki od siedmiu boleści, ewentualnie seans 13-go w Piątek załatwiłby sprawę.

Na dodatek, mimo, że film jest luźno oparty na faktach, to aż tak luźno, że obraz jest kompletnie nieprawdziwy, stawiający w złym świetle Polki, z których uczyniono tam potomstwo James Bonda albo Czapajewa i kokoty lekkich obyczajów, kontentujące się kolejnymi miłostkami już po półgodzinnej żałobie. To akurat „zasługa” córki p. Macieja Pawlickiego, o czym sam mówił w wywiadzie dla wrealu24, która w duchu środowiska artystycznego skażonego lewackim piętnem żądała aktywności kobiet w filmie, wciskając im w ręce broń, co się ma do ówczesnego stanu faktycznego niczym pięść do nosa, panie bowiem owszem, wspomagały czynnie Legionistów, ale pełniąc pomoc w lazaretach.

Cóż jeszcze oferował nam dream team scenarzyści-reżyser? Recz niebywałą, nostalgiczne wspomnienie samego… Wańki-Wstańki, w postaci ułana, który otrzymawszy pewnie ze 150 kul w korpus i tyle samo w plecy wciąż żywy, to padając, to znów wstając szedł dzielnie przez okopy wroga strzelając skutecznie z pistoletu do każdego napotkanego tam rosyjskiego żołnierza. Poważnie.

Całe szczęście, że autorzy scenariusza uśmiercili Borysa Szyca stosunkowo szybko (RIP), po krótkim zaledwie epizodzie, nie dając mu możliwości uczynienia takich spustoszeń na ekranie, jakich dokonał w roli Marszałka w filmie Piłsudski. Z drugiej strony, p. Szyc tym razem ratował niejako film Legiony dzięki scenie wspaniałej szarży ułańskiej, kojarzącej się natychmiast z niezwyciężoną polską husarią, aczkolwiek w warstwie merytorycznej scena powielała niestety antypolski, propagowany przez żydokomunę złośliwie kłamliwy stereotyp o rzekomych bezmyślnych szarżach polskich ułanów na niemieckie czołgi, w tym konkretnym przypadku na rosyjskie armaty. Żal natomiast, że z filmu wycięto scenę wigilijną, kiedy żołnierze w polskich okopach intonują Bóg się rodzi, a w rosyjskim następuje kontynuacja kolejnej zwrotki, śpiewanej przez wcielonych do carskiej armii Polaków. Swoją drogą, o ile dobrze pamiętam ten został juz wykorzystany w jakimś filmiew wiele lat temu, zatem plagiat.

A propos żydostwa, któryś ze scenarzystów (a może wszyscy razem?), najwyraźniej doskonale wiedzący z której strony jest chleb posmarowany, już w pierwszych minutach tego zdecydowanie za długiego filmu zadbał o to, aby na scenie pojawił się brodaty osobnik o aparycji nie pozostawiającej najmniejszych wątpliwości co do jego proweniencji, czyniąc intelektualne spustoszenie w podświadomości widzów poprzez sugestię, iż Legiony były wspólnym dziełem polsko-żydowskim, niczym biedna nasza Ojczyzna, przedstawiana przez p. Andrzeja Dudę jako „Polin, ojczyzna dwóch narodów”. Mimo tylu spektakularnych eksplozji, kanonad i wystrzałów podczas filmu, gwoli prawdy historycznej nie pokazano niestety ani strzału zza węgła, zza kotary okna, z setek tych strzałów, które padały wówczas z ukrycia z rąk nienawidzącego Polaków żydostwa do Legionistów maszerujących przez polskie miasta.

Konkludując: aktorzy mimo słabości scenariusza spisali się nieźle. Niektóre plenery piękne. Dobra muzyka, choć czasem było ją słychać. Ale Legiony Piłsudskiego… bez Piłsudskiego, z zaledwie migawką zgarbionego Jana Frycza?  To bardzo oryginalna i zaprawdę odważna, żeby nie powiedzieć karkołomna koncepcja. Koncepcja szaleńca, ignoranta, idioty oślepionego darowanymi z pieniędzy podatników milionami, czy wroga? Znów niewidzialna ręka zniszczyła wspaniały temat, powód do narodowej dumy.

Nie zakładam złej woli twórców tego filmu, chęci najpewniej mieli dobre, przynajmniej niektórzy, jednak, jak powiada Konfucjusz: na drzewie dobrych pragnień jest mnóstwo pięknych kwiatów, ale bardzo mało dojrzałych owoców.

A PHP Error was encountered

Severity: Core Warning

Message: Module 'Phar' already loaded

Filename: Unknown

Line Number: 0

Backtrace: